Information Planet

Agencies
Information Planet

O nas

Przedstawicielstwo Szkół Zagranicznych PERFECT działa w Polsce od 1992 roku. Jako pierwsi w Polsce zajęliśmy się promowaniem i organizacją wyjazdów do Australii – Pierwsi nasi klienci wyjechali do Australii w 1996 r., wiec nasze doświadczenie w tej dziedzinie to już ponad 20 lat.

Dowiedz się więcej

Wszystkie (17)Opinie

lejda

Cztery miesiące spędzone w Australii były dla mnie spełnieniem marzeń. Oz oczarowała mnie swoim pięknem, a Aussie pogodą ducha i stylem bycia. Cairns jest idealnym miejscem do nauki języka. Jest to niewielka miejscowość nad oceanem, w której gromadzi się młodzież z całego świata, by podziwiać Wielką Rafę Koralową i lasy tropikalne...

Czytaj dalej

Kontakt





Liliany i Marcina siedem miesięcy w Australii

WSTĘP

Witamy gorąco,

 

Zawsze mieliśmy marzenie o tym, aby w okresie zimowych dni i nocy w Polsce spacerować po plaży, oglądać egzotyczną przyrodę i krystalicznie czystą wodę. Chyba dużo ludzi ma takie marzenia oglądając kolorowe reklamy wycieczek czy reklamy turystycznych krajów często puszczane w telewizji.

 

My postanowiliśmy nie poprzestać tylko na marzeniach i sugerując się troszeczkę wyjazdem naszych znajomych do Melbourne szybko podjęliśmy decyzję o wyjeździe do Australii. W przygotowaniu niezbędnych dokumentów i aplikacji o wizę pomogła nam firma PERFECT .

 

 

MIEJSCOWOŚĆ

Wybraliśmy przepiękne miasteczko Brisbane w stanie Queensland www.brisbane.qld.gov.au, malowniczo położone nad rzeką i okrążone niewielkimi górami. Wybierając tę miejscowość sugerowaliśmy się pogodą ponieważ temperatury latem dochodzą tam do 40 stopni, zimą natomiast utrzymują się w granicach 20, czasami nocą jest nieco chłodniej, oprócz pogody odpowiadało nam również to że Brisbane nie jest wielką metropolią do których nie mamy zbyt dużego sentymentu. Można tam żyć aktywnie i odpoczywać zależnie od upodobań.

 

Znajduje się tam bardzo piękny polski kościół na Bowen Hills położony na wzgórzu z przepięknym widokiem na miasto i rzekę, jest także polski klub w dzielnicy Milton, zawsze można pójść w te miejsca i porozmawiać z kimś w naszym ojczystym języku.

 

 

W centrum miasta utworzona jest sztuczna plaża i baseny dla mieszkańców oraz turystów na South Bank www.visitsouthbank.com miłe miejsce z przyjemnymi knajpkami i licznymi fontannami. Baseny i uciechy związane z wodą oraz wejście na plażę za darmo dla wszystkich. Bardzo przyjemne kameralne knajpki i co najważniejsze różnego pochodzenia, strasznie nam się podobało jak ludzie jedli kolację a między nimi pani tańczyła taniec brzucha ubrana w specjalny strój, w rekach dzwoneczki – fajnie było zobaczyć to na żywo. Dnia w którym zwiedzaliśmy tę dzielnicę odbywał się wieczór tańców latynoamerykańskich który później był organizowany w każdy piątek, coś niesamowitego na ulicy głośna muzyka i pary tańczące salsę i wszystkie inne latynoamerykańskie tańce. Przeróżni ludzie którzy tamtędy akurat przechodzili dołączali i tańczyli wszyscy razem. Na tym osiedlu jest organizowana większość imprez kulturalnych i pokazów. Zawsze jest coś ciekawego zimne ognie na Sylwestra i Dzień Australii, pokazy motorówek, koncerty itp.

 

 

W Brisbane nie można się nudzić jest mnóstwo miejsc do zobaczenia, zwiedzenia i odwiedzenia nie tylko w samym miasteczku ale również w okolicach. My na naszej liście wycieczek mamy już liczne miejsca w górach oraz nad oceanem wszystkie położone nie dalej niż 150 km od Brisbane.

 

WYPRAWY

Podczas weekendowych wyjazdów zobaczyliśmy między innymi plaże na Sunshine Coast www.sunshinecoast.org przecudowne miejsca nad oceanem woda czyściutka jak na filmach i zdjęciach do tego ciepła, niesamowite widoki, duże fale.

 

 

Byliśmy w miejscu gdzie łączy się rzeka z oceanem niedaleko brzegu była wyspa między którą przez fale utworzył się nasyp z piasku i można było na piechotę przejść na tą wyspę – widok nieziemski i do tego bryza, wszystko wyglądało jakby mgła się unosiła nad plażą. Jedną z miejscowości którą odwiedziliśmy na tym wybrzeżu była Noosa, www.noosa.qld.gov.au jak dla nas raj na ziemi po drodze około dziesięciu a może nawet więcej zjazdów na różne plaże, pogoda super nawet się troszkę opaliliśmy pomino dużych filtrów w kremie.

 

 

W samym miasteczku atrakcji nie było ale na obrzeżach wszędzie plaże, jedna koło drugiej i park narodowy z lasem deszczowym. Cały dzień tylko spacerowaliśmy i pływaliśmy, relaks 100%. A tylu ludzi co było na lagunie nie widzieliśmy tutaj jeszcze na żadnej plaży, wszyscy na deskach do surfowania nawet malusieńkie dzieci jeszcze dobrze mówić nie umiały a już starały się nauczyć utrzymać równowagę na malutkich deseczkach, oczywiście bezpiecznie pod okiem rodziców. Prawdziwi surferzy też pokazywali klasę szok jak szybko pływają i jak wykorzystują swoje ciała do pływania na desce, ale co za tym idzie są nieziemsko zbudowani, wąskie biodra, duże ramiona wyglądają jak trapezy. Są tutaj ludzie którzy najpierw pracują gdzieś dorywczo żeby tylko zarobić i znowu jechać na plażę, tam żyć i surfować dla wielu jest to sposób na życie.

 

Kolejnym punktem było Gold Coast – Surfers Paradise www.queenslandholidays.com.au/destinations/gold-coast/ wielkie fale biły ciało jakbyśmy byli w SPA – plaża na otwartym oceanie. Motorówkami i helikopterami patrolowane są kąpieliska tak aby ostrzec na czas wszystkich kąpiących się przed rekinami. Nie spotkaliśmy się tutaj jeszcze z ciasną plażą zawsze są tak duże że wyglądają jakby było mało ludzi na każdej. Miasteczko w którym byliśmy nosi taką samą nazwę jak plaża bardzo nowoczesne i młodzieżowe miejsce, jest tam wiele pubów oraz wiele imprez odbywających się pod gołym niebem.(www.australiana.pl/html/gold_coast.html)

 

 

Nieopodal Brisbane położona jest góra widokowa Mount Coot-tha www.australianexplorer.com/brisbane_mt_coot_tha.htm z widokowym tarasem na cale Brisbane przepiękne widoki kilometrami rozciągały się przed nami, pojechaliśmy tam popołudniu żeby zobaczyć wszystko w dzień i zaczekaliśmy aż zupełnie się ściemni i mogliśmy podziwiać ogrom kolorowych miejskich świateł nocą.

 

Mieliśmy okazję zobaczyć podwodny świat wybierając się do UnderWaterWorld www.underwaterworld.com.au super miejsce a najbardziej niesamowite jest to że w jednym miejscu zebranych było tyle gatunków wodnych żyjątek. Różne kolory, przepiękne rybki jak Nemo z bajki. Oczy aż się same cieszyły szczególnie niesamowity był tunel podwodny i tam nad głowami pływało dosłownie wszystko - rekiny, płaszczki, rybki i wszystko inne, nawet zrobiliśmy zdjęcie tego kolca na ogonie płaszczki, który niefortunnie zabił Steve'a Irwina słynnego zoologa, który zawsze robił pokazy z krokodylami w National Geographic i nie tylko. Widoki były przepiękne, można by było tak stać i się przyglądać godzinami. Były też pokazy z fokami niesamowite i zabawne stworzenia lubią ludzi a szczególnie się cieszą, gdy bije im się brawo a jak pływają, aż trudno wszystko opisać słowami.

 

Odwiedziliśmy polecone przez nauczycielkę angielskiego, góry leżące nieopodal Brisbane około 70 km. Było całkiem inaczej niż w miejscach do których do tej pory jeździliśmy. Przede wszystkim zapach powietrza był świeży i orzeźwiający, zapach zielonych roślin i lasu, było bardzo przyjemnie. Góry te nazywają się Tamborine Mountain www.lanerealty.com.au/TamborineMt.html i nie należą do najwyzszych ale tutaj w Australii nie ma wysokich gór. Niemal całe porośnięte są lasem deszczowym. W środku lasu w górach znajduje się wodospad, dość urocze miejsce do oglądania i można było się tam również kąpać. Niektórzy młodzi tubylcy skakali z klifu do tej wody wyglądało to dość niebezpiecznie ale w czasie jak my tam byliśmy nic nikomu się nie stało. Znaleźliśmy też dwie polskie restauracje jedna nazywała się „Tatra” - bardzo nowoczesna, jeszcze niektóre części w trakcie budowy w środku ładnie wyposażona i były tam dostępne obrazy, polskie ogórki, kapusta kiszona i różne inne rzeczy do kupienia. Druga swojska „Polska Galeria” prosto z naszych polskich gór nawet kelnerki były poubierane w polskie ludowe stroje ale niestety po polsku mówić nie umiały :)

 

W jedną z niedziel pojawiliśmy się w Australijskim ZOO Steve'a Irwin'a www.australiazoo.com.au zobaczyliśmy wszystkie zwierzęta które żyją w Australii w naturalnych warunkach. Spędziliśmy tam cały dzień, niektóre zwierzęta widzieliśmy po raz pierwszy a po za tym oglądaliśmy pokazy jakie przygotowali pracownicy ZOO, pokazy nie były takie zwykłe żeby tylko bić brawo i podziwiać zwierzęta ale również jak się zachowywać w niebezpiecznych warunkach np. gdy na wycieczce spotka się węża lub krokodyla. Wszystko było bardzo dobrze przygotowane i zrozumiałe nawet dla dzieci.

 

 

Widzieliśmy wielbłądy, tygrysy, słonie, które karmiliśmy, krokodyle, jeże, jaszczurki, psy dingo, diabły tasmańskie, przeogromne żółwie, słodkie fretki, setki przepięknych ptaków, malutkich, dużych, kolorowych jak np. papugi wszelkich rozmiarów. Niektóre ptaki były wyższe nawet od nas. Węże w akwariach robiły wrażenie gdyż były to najbardziej jadowite okazy, którym w warunkach naturalnych lepiej w droge nie wchodzić. Bardzo mile wspominamy kontakt z symbolami australijskiej fauny, czyli z kangurami i misiami Koala. Mogliśmy je nawet dotykać, co w naturalnych warunkach może być trudne w realizacji. Misie Koala są niesamowitymi stworzeniami; śpią 20 godzin na dobę w przeróżnych pozycjach; głównie na gałęziach dzrew eukaliptusowych. Są słodkie i bardzo milusie w dotyku, ich futerko jest ja puszek.

 

Choć Steve Irwin odszedł (kreator tego ZOO), to jego obecność jest wyczuwalna. Ma poświęcone swojej osobie specjalne miejsce pamięci; wiszą obrazy, zdjęcia, koszulki z dedykacjami dla niego- eksponaty te pochodzą od ludzi których fascynował i inspirował. Nikt w Australii, a może i na świecie nie ma wątpliwości, że był on człowiekiem wielkim, który na długo jeszcze pozostanie w sercach i umysłach wielu ludzi. Jego rodzina zajmuje się w dalszym ciągu prowadzeniem ZOO zgodnie z tym jak jak kiedyś założył sobie Steve...

 

Bardzo chcieliśmy zobaczyć jakąś wyspę i pojechaliśmy na North Stradbroke Island, www.stradbrokeholidays.com.au widoki nie do opisania, fale jakich jeszcze tutaj nie widzieliśmy. Przyroda dziewicza na całej wyspie dwie drogi dla samochodów, lasy, plaże, góry i punkty widokowe. Do miejscowości Cleveland z której odpływał prom na wyspę dojechaliśmy samochodem, przeurocze miasteczko i chyba każdy z mieszkańców ma motorówkę, jacht, łódź albo inny pojazd pływający tyle było tam tego wszystkiego. W miasteczku porobione były kanały wodne, jakby ulice z wody dla pojazdów pływających na parkowanie i podpłynięcie jak najbliżej domu, wszystko komponowało się bardzo pięknie jak w pejzażu aż wydaje się że życie w takich miejscach jest jak z bajki. Z Cleveland na wyspę dostaliśmy się promem pasażerskim. Płynęliśmy około 40 minut i bardzo szybko co było też dla nas frajdą. Gdy wysiedliśmy z promu wskoczyliśmy do autobusu który zawiózł nas na drugi koniec wyspy, na przepiękne plaże i punkty widokowe.

 

 

Podążając tropem delfinów pojechaliśmy do Sea World www.seaworld.com.au gdzie widzieliśmy je pierwszy raz w życiu. Są to tak przeurocze stworzenia, że teraz chcemy je widywać codziennie. Zrobiły na nas przeogromne wrażenie, są silne, mądre i inteligentne, bardzo wdzięczne i przyjazne a przy ich uroku ważą nawet 250 kg i skaczą w górę na kilka metrów. Spotkanie z nimi to niesamowite i niezapomniane przeżycie i każdy powinien je zobaczyć na żywo - one naprawdę się uśmiechają :) Poza delfinami widzieliśmy też foki, żółwie, przeróżne ryby o różnych kształtach i rozmiarach, rekiny, niedźwiedzia polarnego i żyjątka z rafy koralowej. Pobawiliśmy się też trochę bo była tam podobnie jak w Luna Parku kolejka (roller coaster), która strasznie szybko jeździła i do góry nogami i na wszystkie strony. Były też wodne łodzie, które wpływały najpierw wysoko a później z dużą prędkością spływały z górki co było zabawne bo wszyscy w łodzi po takim spływie byli ochlapani wodą. Kolejna atrakcja to łodzie, które wpływały do sztucznego wulkanu gdzie było przedstawienie i misja z UFO do obejrzenia momentami było aż strasznie bo ciemno że nie mogliśmy siebie nawzajem zobaczyć a na koniec znów spływ z góry gdzie wszyscy ponownie byli ochlapywani wodą. Odwiedziliśmy też kino 3D w którym wyświetlany był film o problemach środowiska wynikających z ingerecji człowieka. Były też pokazy skoków i akrobacji na nartach i deskach wodnych oraz sztuczki jakie potrafią wykonywać foki. Wycieczka była bardzo udana – szczególnie spotaknie z delfinami; naprawdę byliśmy i wciąż jesteśmy pod ich ogromnym wrażeniem.

 

Na jedną z naszych wycieczek pojechaliśmy do bardzo uroczej miejscowości Montville w górach www.travellady.com/articles/article-montville.html , klimatu dodawały małe sklepiki z różnościami, z antykami ze świeczkami, zapachami, starociami i różnymi rzeczami co zazwyczaj turyści kupują w turystycznych miejscach na pamiątkę w każdym relaksująca i bardzo spokojna muzyka, zostaliśmy nawet poczęstowani herbatką w jednym ze sklepików z indyjskimi przedmiotami i kadzidełkami.

Pejzaże nie z tej ziemi, powietrze świeże i chłodniejsze niż w mieście aż miło się oddychało. Mieliśmy tam mały piknik na polanie w lesie Było bardzo przyjemnie i relaksująco. Spotkaliśmy również przeogromnego jaszczura podchodził do piknikujących i niektórzy go nawet karmili.

Po pikniku udaliśmy się nad wodospad bardzo ładny i położony w dole pomiędzy górami porośniętymi lasem deszczowym. Góry są niesamowitym cudem natury i zawsze miło na nie patrzeć, nawet na zdjęciach czy obrazach przyciągają dużą uwagę. Wrażenia wzrokowe pozostały na długo :)

 

Wycieczka zorganizowana ze szkoły odbyła się do Wildlife Currumbin Sanctuary www.currumbin-sanctuary.org.au jest to sanktuarium położone tuż nad oceanem gdzie zoolodzy i pracownicy sanktuarium leczą zwierzęta które są znalezione gdzieś na drodze albo złapały się nie chcący w jakąś pułapkę itp. Miejsce działa na zasadzie ZOO w sumie jest podobne do Australia ZOO. Były tam wszystkie australijskie zwierzaczki; koale, kangury, diabły tasmańskie, węże, mnóstwo ptaków i uwaga- przytulałam koalę i dotykałam węża :) koala jest super ile razy widzę te zwierzątka są tak słodkie że chciało by się zabrać jedno do domu, wąż z kolei nie był obślizły tak jak zawsze myślałam a dotykanie go nie było za bardzo stresującym przeżyciem lecz raczej nowym doświadczeniem :)

 

Nie mogliśmy również ominąć dużego wydarzenia sportowego, jakim niewątpliwie jest mecz rugby, dyscypliny bardzo popularnej w Australii. Na każdym osiedlu boisko do rugby i od małego dzieciaki latają za jajowatą piłką :) My byliśmy na meczu drużyny „Broncos” z Brisbane i drużyny Melbourne „Storm” niestety Brisbane przegrało 18:28 na stadionie „Suncorp Stadium” www.suncorpstadium.com.au ale i tak warto było zobaczyć to widowisko. Przepiękny wielki stadion gdzie na nasz mecz przyszło około 33,750 ludzi i nie wszystkie miejsca były jeszcze zajęte. Stadion posiada 52,500 miejsc siedzących.. Było widniej niż w dzień dzięki sztucznemu oświetleniu, po każdym golu zdobytym przez „Broncos” na około boiska przejeżdżał na koniu jeździec z flagą reprezentującą tę drużynę, wybuchały sztuczne ognie i tańczyły śliczne cheerleaderki, które na zywo mieliśmy okazję oglądać pierwszy raz w życiu. Fun Club liczył na pewno ponad 100 osób które były ubrane jednakowo, śpiewały piosenki i wykrzykiwały kibicując swojej drużynie. Przed meczem występowali różni artyści. Byliśmy również zaskoczeni zorganizowaniem i dostępem do stadionu ponieważ pomimo tylu ludzi wejście zajęło nam około 5 minut nie wspominając już o transporcie gdzie wysiadając z jednego pociągu nie trzeba było się zastanawiać co teraz w którą stronę bo informator na stacji wszystko przekazywał: „Państwo którzy jadą na mecz proszę udać się do pociągu który został specjalnie dla państwa zorganizowany na przeciwko” wszystko odbywało się bez przepychanek, stresu i nie trzeba było biegać i się głowić a nawet stać bo było wystarczająco dużo pociągów aby każdy mógł wygodnie dojechać. Po za tym pokazując bilet na mecz wszystkie środki transportu były za darmo. Było dużo policji i służby pomagającej ludziom udać się na stadion i wrócić z niego bezpiecznie, nikt się nie bił pomimo że nie każdy był szczęśliwy bo przecież jedna z drużyn przegrała, tutaj po prostu ludzie raczej pozytywnie i bez zbędnego stresu dla innych pokazują swoje emocje. Na meczu pojawili się młodzi ludzie, starsi nawet tacy już grubo po 60-ce oraz młode małżeństwa niektórzy nawet z dzidziusiami, kobiety i mężczyźni i nikt nie musiał się obawiać o siebie czy o swoje pociechy. Jedynymi nieco poszkodowanymi byli tylko zawodnicy bo jest to raczej brutalny sport, ale to w końcu ich wybór…:)

 

Ostatnim miejscem jakie widzieliśmy w Australii było oczywiście Sydney www.sydneyaustralia.com gdzie udaliśmy się w drodze powrotnej do Polski spędziliśmy tam jeden cały dzień. Na początku naszej pieszej wycieczki po Sydney udaliśmy się do punktu informacji turystycznej po mapkę (co robimy zawsze gdy pojawiamy się w nowym miejscu – jest to najlepszy sposób na wybranie i ocenienie co najbardziej chcemy zobaczyć albo odszukanie poleconych przez kogoś miejsc) a następnie na podbój Sydney . Musimy przyznać że zrobiło na nas ogromne wrażenie, jest to przepiękne bardzo duże miasto i na pewno w jeden dzień nie uda się zobaczyć wszystkiego ale my byliśmy bardzo zawzięci i ujęliśmy esencję tego ogromu. Wieczorem nie czuliśmy nóg. Oczywiście widzieliśmy słynną operę „Opera House”, wybudowaną przez Jorna Utzona, portowy most „Harbour Bridge” oraz City które zawsze stanowi centrum każdego miasta w Australii i charakteryzuje się ogromnymi, nowoczesnymi, błyszczącymi wieżowcami. Mogliśmy podziwiać przepiękną zatokę „Watson Bay” z pieknymi klifami oraz parkiem. Przechadzaliśmy się po starówce "The Rocks" ze starymi magazynami przy zatoce "Sydney Cove", centrum rozrywki "Darling Harbour" i wybudowanym w stylu bizantyjskim budynku „Queen Victoria Building” - obecnie centrum handlowe. Wjechaliśmy również na najwyższy budynek Sydney „Sydney Tower”, posiadający obrotową platformę widokową z której można podziwiać panoramę całego miasta. Sydney powinien zobaczyć każdy kto udaje się do Australii jest tego warte i na każdym zrobi na pewno wrażenie.

 

ŻYCIE CODZIENNE

Mieszkaliśmy w domu który wynajmują głównie studenci. Zależało nam na kontakcie z ludźmi między innymi w celu ciągłej nauki języka angielskiego więc mieszkaliśmy z Francuzami, Amerykanami, Filipińczykami, Singapurczykami i Australijczykami. W Australii jest dużo mieszkań tego typu do wynajęcia. Niektórzy mieszkają u Australijskich rodzin a jeszcze inni w małych motelach dla studentów. Za mieszkanie płaci się w zależności od odległości od centrum od 80 $ AUD za tydzień na jedną osobę, natomiast średnia i najczęściej płacona stawka wynosi około 120 $ AUD na osobę za tydzień powyżej 150 $ można wymagać bardziej nowoczesnego i komfortowego mieszkania. Szukanie mieszkań jest w miarę proste są na to dwie drogi albo kupuje się gazetę i dzwoni albo idzie do biura zajmującego się wynajmowaniem mieszkań których jest tu bardzo dużo, czasami również w szkole na tablicy ogłoszeń można spotkać ciekawe propozycje.

 

Szkoła językowa różni się bardzo od polskich szkół, przede wszystkim nikt nic Ci nie karze jeśli chcesz to się nauczysz jeśli nie to niestety na siłę nikt do głowy nie będzie nikomu wkładał wiedzy. Z nauczycielami byliśmy na stopie bardziej koleżeńskiej niż w relacji: nauczyciel – uczeń i zawsze moglismy na nich liczyć. Szkoła wymaga jedynie frekwencji i jest to bardzo ważne. Uczęszczanie na zajęcia w skali jednego tygodnia nie może być mniejsze niż 80%. Każda szkoła ma obowiązek przesyłać raporty do urzędu imigracyjnego i jeśli ktoś znajdzie się pod „kreską” to może być w poważnych tarapatach.

 

Języka w Australii można uczyć się dosłownie wszędzie; wychodząc do ludzi, szukając pracy, robiąc zakupy, załatwiając formalności w urzędach itp.

 

Praca, cóż mogę powiedzieć, na początku nigdy nie jest łatwo, ale jak się czegoś bardzo chce to zawsze w końcu się układa. W Brisbane stawki za godzinę pracy utrzymują się w granicach 12-20$ AUD dolarów, na studenckiej wizie można pracować 20 godzin tygodniowo i jest to wystarczająco duzo czasu, żeby zarobić na bieżące wydatki związane z życiem w Australii.

 

Będącym na wizie studenckiej w Brisbane, którzy posiadają legitymację szkolną przysługują zniżki na komunikację podmiejską i miejską która obejmuje również rzeczne promy pasażerskie, wejściówki do kin, teatrów, na różne pokazy i praktycznie wszystkie miejsca gdzie kupuje się bilety.

 

W żywność zaopatrywaliśmy się głównie w supermarketach (np. Woolworths), natomiast owoce i warzywa w mniejszych osiedlowych sklepach (np. Food Market) gdzie było można również spotkać nieco droższy ale podobny do polskiego chleb (Turkish bread).

 

W co drugi piątek do polskiego klubu są przywożone polskie wędliny, mięso i prawdziwy polski chleb oraz wypieki t.j pączki czy inne ciasta,. Tam kupowliśmy rzeczy za którymi tęskniliśmy najbardziej.

 

Podczas naszego pobytu poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi i zawiązaliśmy prawdziwe przyjaźnie utrzymywane do dzisiaj (niestety glównie internetowo).

 

Nasza przygoda w Australii zakończyła się po siedmiu miesiącach, obecnie przebywamy w Europie wspominając czasem te cudowne miejsca jakie udało nam się zwiedzić na tym pięknym kontynencie i które zapadły nam głęboko w pamięci i sercach. A czy powtórzylibyśmy decyzję o wyjeździe? Z PEWNOŚCIĄ TAK !!! Z ZAMKNIĘTYMI OCZAMI I BEZ ŻADNEGO WAHANIA!!!

 

Podsumowując była to przygoda naszego życia i takiej życzymy każdemu

Powodzenia !!!

 

Pozdrawiamy,

Liliana i Marcin



Galeria zdjęć

  • Liliana i Marcin 1
  • Liliana i Marcin 2
  • Liliana i Marcin 3
  • Liliana i Marcin 4
  • Liliana i Marcin 5
  • Liliana i Marcin 6
  • Liliana i Marcin 7
  • Liliana i Marcin 8
Logos_schools